Trzy toskańskie perełki!

Opublikowane przez Przemysław Cichowlas — 4 lat temu

Blog: Dniem i nocą po północnych Włoszech
Oznaczenia: Erasmusowe porady

Zapraszam Was dziś w podróż do trzech bardzo pięknych toskańskich miejscowości. Urzeka w nich architektura oraz cudowne widoki rozchodzące się na zielone wzgórza. To takie miejsca, w których o historii opowiadać nie trzeba, bo przechodząc bramy każdego z nich, czas cofa się i zabiera nas do przeszłości.

Jako że mieściny te, choć piękne, są dość małe, w ciągu jednego dnia zdążyliśmy zwiedzić je bardzo dokładnie. Są od siebie oddalone o około półtora godziny jazdy autobusem każde. Pociągi do nich nie dojeżdżają, ze względu na ukształtowanie terenu, na którym mieściny zostały założone.

Trzy toskańskie perełki!

Pierwszym miasteczkiem, które odwiedziliśmy, była Volterra. W drodze do niej nieźle nas kierowca doświadczył. Nie dość, że w zakręty wchodził jak Kubica, to zmiany wysokości powodowały problemy z ciśnieniem, ale potraktowaliśmy to, jako kolejną przygodę. Pomogło nam to się też troszkę rozbudzić (zbiórka była o 6:45). Dodatkowo poprosiliśmy ESN o jakąś muzykę w autobusie, żeby trochę pośpiewać i miło spędzić podróż, więc dzień zaczął się ogólnie miło! Wróćmy jednak do miasteczka. Przede wszystkim Volterra znana jest z alabastru, którego złoża znajdują się w samym mieście, a dokładniej to pod nim, oraz w okolicach miasta. Alabaster jest dość drogą skałą, którą charakteryzuje białe zabarwienie, choć często widać w niej żółtawe prześwity. Użyto jej do budowy niektórych części miasta, jako że zbudowane zostało ono w IV wieku p.n.e. gdzie nie znano jeszcze jego wartości. Jest to jedno z dwunastu najlepiej zachowanych miast etruskich. Mury, które je otaczają, mierzą 7300 metrów.

Trzy toskańskie perełki!

W centrum miasta warto zajrzeć do kościoła di San Michele. Choć z zewnątrz może nie imponować, w środku pełen jest fresków. I choć bardzo mocno chciałem je dla Was sfotografować, to niestety w kościele było dość ciemno, a nie mogłem używać flesha, jako że trwała msza święta.

Trzy toskańskie perełki!

Idąc w nieco wyższe partie miasta, mijamy na zboczu pozostałości z amfiteatru zbudowanego w pierwszym wieku p.n.e. Miasto chciałoby go odbudować, ale niestety restauracja tego zabytku (a właściwie zbudowanie go od nowo) to zbyt wysokie koszty. Dziś teren jest zamknięty, jako że to co pozostało na zboczu, nie jest odpowiednio zabezpieczone.

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Po dotarciu do jednego z najwyższych punktów miasta otrzymaliśmy czas wolny. Jako że dali nam go całkiem sporo, postanowiłem to jak najlepiej wykorzystać. Pierwszym miejscem, które znalazłem, była typowa włoska kapliczka. Znajdowała się dokładnie w murach obronnych. Swego czasu kapliczki takie jak ta, były bardzo ważne dla mieszkańców miasteczek. Choć ta, jak widać, jest pielęgnowana po dziś dzień. Na świeczniku nowe świece, w wazonach świeże kwiaty. Coś pięknego!

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Postanowiłem zatrzymać się na chwilę w kapliczce, aby nieco się wyciszyć. Kiedy wyszedłem, na zewnątrz nie było już nikogo z mojej grupy. Postanowiłem więc spędzić czas w Volterra relaksując się w ciszy i spokoju. Chodziłem uliczkami, w których zacząłem myśleć, że może jednak mam klaustrofobie ;)

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

W pewnym momencie jednak znalazłem tę o to ścieżkę.

Trzy toskańskie perełki!

Trochę stroma – pomyślałem – ale co tam, idę! I nie żałuję, że poszedłem. Znalazłem piękną panoramę, która rozciągała się na kilka kilometrów. Usiadłem na murach i poczułem się niesamowicie. Tylko ja i te wzgórza, spokojne miasteczko, śpiewające ptaki, ciepły wiatr i szum drzew. Brakowało mi tego bardzo.

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Kilka minut przed odjazdem musiałem zakończyć tę sielankę. Aby nieco się pobudzić wszedłem do kawiarni, żeby zamówić „capuccio”, ale jak tylko zobaczyłem, że kawiarnia ta przygotowuje kawę marki Illy nogi mi się ugięły. Nie mogłem zrobić nic innego jak tylko wziąć espresso, aby delektować się każdą kroplą tego napoju. Z uśmiechem na twarzy i spokojem ogarniającym całego mnie wsiadłem do autokaru, aby odkryć kolejną wspaniałą mieścinkę.

Trzy toskańskie perełki!

San Giminiano, czyli witamy w mieście wież i wieżyczek! Poważnie, jedyne co dostrzega się już z oddali, to otoczone murami zbiorowisko tych obiektów. Pierwotnie było ich dużo więcej, bo 76. Do dziś zachowało się 16. Skąd aż tyle ich tam kiedyś było? Otóż, bogate rodziny zamieszkujące to miasto, konkurowały ze sobą budując wieże. Kto zbudował wyższą i bardziej monumentalną, był uznawany za najbogatszego w mieście – podobnie jak wśród ludności w Bolonii. Pewnego dnia, rodzina, która doszła do władzy zbudowała najwyższą wieżę jak do tej pory, ale aby mieć pewność, że nikt ich nie przewyższy stworzyli nowe prawo, które mówiło, że nikt nie może zbudować wieży przewyższającej tę ich. Od tego momentu budując wieże skupiano się bardziej na ich szerokości, aniżeli wysokości. Nie mogąc budować wyższych, choć w ten sposób bogaci mieszkańcy chcieli zademonstrować swój majestat.

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Dlaczego zachowało się ich tylko 16? W okresie, kiedy najeźdźcy atakowali miasto wyrzutniami, mury potrafiły ochronić mieszkańców przed atakiem, ale… kiedy wynaleziono materiały wybuchowe, mury, który do tej pory były wystarczające, przestawały dawać sobie radę. Najszybszym sposobem, aby je zrekonstruować, było rozebranie poszczególnych wież oraz wykorzystanie materiałów z nich do wzmocnienia murów. Ty samym dziś nie możemy zobaczyć wszystkich wież, ale prawdopodobnie dzięki temu, że kiedyś je rozebrano, dziś w ogóle to miasto jeszcze istnieje.

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Krąży pewna legenda, związana z wieżą znajdującą się w centrum miasta. Mówi ona, że wieża wzrastała za każdym razem, gdy mężczyźni z San Giminiano wygrywali jakąś bitwę. Przez co ludność nazwała ją Wieżą Diabła (ta wyższa na zdjęciach poniżej). Na wieżę znajdującą się obok można wejść, aby zobaczyć panoramę miasta, ale niestety godziny zwiedzania są bardzo okrojone poza sezonem turystycznym, więc gdy chcieliśmy kupić bilet, była już ona zamknięta.

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Ale nic straconego, samo przechadzanie się uliczkami miasta było bardzo urocze. Znalazłem nawet tę piękność, która rosła w jednym z ogródków. Miło w niemalże połowie grudnia znaleźć żywą różyczkę, od razu człowieka napływa fala pozytywnej energii.

Trzy toskańskie perełki!

Punkt zbiórki był w centrum miasta, w którym człowiek czułby się jak w średniowieczu, gdyby nie te wszystkie aparaty fotografujące je ;)

Trzy toskańskie perełki!

Ostatnim już miasteczkiem, do którego dojechaliśmy, było Monteriggioni. Jak opisał nam tę mieścinkę przewodnik? Stanął przed bramą prowadzącą do miasta i powiedział: żebyście się tylko nie zdziwili jak tam wejdziecie, bo to miasto, to dziesięć domów, jeden plac i trzy kury.I faktycznie miał rację. Mieścinka ta jest niesamowicie mała, ale tym samym bardzo przytulna. W rzeczywistości liczba mieszkańców wynosi 42. Ale dbają o swoje miasteczko, choinka na święta gotowa.

Trzy toskańskie perełki!

Rynek stanowi centralną część miasteczka, w uliczkach odchodzących od niego znajduje się bardzo wiele pracowni artystycznych. Poza tym jest jedna kawiarnia i jedna restauracja, w której do obiadu można napić się bardzo wysokiej klasy toskańskiego wina.

Trzy toskańskie perełki!

Trzy toskańskie perełki!

Mówi się, że pod studnią zbudowaną w centrum, znajdują się pokłady złota, ale jak na razie nikt się jeszcze nimi nie zainteresował.

Trzy toskańskie perełki!

Poza tym w godzinach turystycznych można zwiedzić miejscowe muzeum oraz wejść na mury, w celu uwiecznienia panoramy widocznej z tego miasta. Jako że zaczęło się już robić ciemno, gdy do nich doszliśmy, były zamknięte.

Trzy toskańskie perełki!

Po odwiedzeniu tych trzech mieścin czuliśmy się dość zmęczeni, ale tylko fizycznie. Psychicznie bardzo wypoczęliśmy, bo miasta te mają naprawdę bardzo spokojną atmosferę. Nie mówiąc już o świeżym, wyżynnym powietrzu. Jako że zastała nas noc, czas było wracać. Tym samym czas kończyć artykuł. Niebawem relacje z Lucca!


Galeria zdjęć


Komentarze (0 komentarzy)


Chcesz mieć swojego własnego Erasmusowego bloga?

Jeżeli mieszkasz za granicą, jesteś zagorzałym podróżnikiem lub chcesz podzielić się informacjami o swoim mieście, stwórz własnego bloga i podziel się swoimi przygodami!


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Proszę chwilę poczekać

Biegnij chomiku! Biegnij!