Advertise here

Wieczór Panieński

Opublikowane przez Usuario Anónimo — 3 lat temu

Blog: W ciuciubabkę z czasem...
Oznaczenia: Erasmusowy blog Gdynia, Gdynia, Polska

 

Są takie wieczory, gdy nie do końca jesteś pewny, czy się boisz, czy chillujesz. 

To jeden z tych dni, gdy leci blues, część ludzi prawi od rzeczy, a inni zastanawiają się jak przetrwają noc z tymi wariatami. To jeden z tych dni, które trwają więcej niż dwadzieścia cztery godziny. To jeden z tych wieczorów, gdy impreza się nie kończy.

Tak mówię o panieńsko-kawalerskim. Nie doszło właściwie do ich połączenia, bo przejście mnie i Diany z panieńskiego na spotkanie chłopaków w Borównie pod domkiem nie można nazwać połączeniem imprez, mimo że taka ewentualność była rozpatrywana.

Zacznę, jeżeli pozwolicie, od opisania fatum, które wisiało nad naszym spotkaniem.

Wieczór Panieński

A to stopy z Polskiego Busa - niektórzy ludzie na serio przesadzają.

Majówkowe kolejki

Po co pisać maile trzy miesiące wcześniej, wspominać, że chcę urządzić siostrze wieczór panieński, skoro nikt nie wyjdzie klientowi naprzeciw, nawet, gdy jest gotowy wydać więcej gotówki. Informuje się mnie, że nie muszę robić mimo wszystko rezerwacji, z czego rozumiem, że nie będzie problemu z dostaniem się na gdyńskie JumpCity – czyli park trampolin. Panieński chcemy zacząć aktywnie. Wcześniej po czternastogodzinnej podróży Polskim Busemwpadamy szybko z Nusią na zakupy, ogarnąć działkę i pod prysznic. Zgarniamy Dianę, spotykamy się na miejscu z Kasią i wchodzimy do środka, mijając wesołe rodzinki. Zaczynam się zastanawiać nad ilością osób, które będą w kolejce.

Wchodzimy – kolejka na cały budynek. Chwilę stoimy i słuchamy, jak ludzie użalają się nad  czasem oczekiwania. Kasia i Diana stoją, Nusia przegląda Internety, a ja idę zapytać ile czekają osoby najbliżej kasy  (po otrzymaniu informacji, że kolejne osoby są wpuszczane dopiero, gdy wcześniejsi klienci opuszczają salę). Ponad półtorej godziny. Nie jest to możliwe w naszym przypadku – musimy być na czas na kolejne atrakcje. Wychodzimy i dochodzimy do wniosku, że pójdziemy na sushi, bo ani Kasia ani Diana nigdy nie próbowały. Ja jestem spięta, bo chcę wszystko ogarnąć na czas.

Idziemy do Sopotu do Avocado na sushi. Obsługa nas zawodzi na samym początku. Kelner mierzy nas wzrokiem w ten sposób, jakby patrzył na cztery bezdomne. Ostatecznie dokonujemy wyboru – zamawiamy kilka różnych talerzyków, między innymi sushi z krewetkami, surowym łososiem i doradą oraz wędzonymi i grillowanymi rybami. Diana i Kasia nie tknęły surowej rybki, ale reszta im smakowała.

Wieczór Panieński

Jestem bardzo próżną osobą. Wystarczyło jedno niezbyt miłe spojrzenie kelnera, żebym podjęła irracjonalną decyzję udowodnienia obsłudze, że fakt, że kobieta nie wchodzi na szpilkach i w eleganckiej sukience, nie znaczy, że można traktować ją bez szacunku. Kelner powinien pozostawać profesjonalistą do samego końca, bez względu na to,  kim jest jego klient. Właściwą reakcją byłoby opuszczenie lokalu z kwaśną miną, bez zostawiania napiwku. W końcu obsługa była niegrzeczna. Pan kelner sprawił, że na samym początku moje koleżanki poczuły się niezbyt przyjemnie. One jednak mają tyle dystansu do siebie, że mają głęboko vyje****, co o nich się pomyśli. Ja nie potrafię. Lubię wywyższać się, nawet jeżeli nie powinnam. Dlatego podchodzę do kelnera i tonem zbyt władczym rzucam: „Prosimy o rachunek. A… i trzydzieści procent?”, kelner pyta o co mi chodzi, z uniesionymi brwiami tłumaczę, że mam na myśli napiwek, po czym odwracam się na pięcie i wracam do stolika. Po przemyśleniu, dochodzę do wniosku, że jestem głupia – przyznałam pięćdziesiąt złotych osobie, która mnie zdenerwowała. Potem uzmysławiam sobie, że jestem wpatrzoną w siebie idiotką. Jedyny plus to taki, że dzięki mojej głupocie przynajmniej ktoś będzie miał lepszy dzień.

Wieczór Panieński

Escape room

Rozrywka tego typu zwykle polega na tym, że zostajesz zamknięty w pomieszczeniu lub w pomieszczeniach i musisz rozwiązywać zagadki i znaleźć rozwiązanie, czy tam wyjście.  Bloody Basement było pierwszym z takich moich doświadczeń. Zostało opisane jako dom strachów z elementami escape roomu.

Wieczór Panieński

Przede wszystkim nie założyłyśmy, że to co tam zobaczmy będzie aż tak straszne i od samego początku. Diana myślała, że naszym zadaniem było przebiec całą piwnice i ktoś będzie nas co najwyżej chwytać za nogi spod kurtyny.

Zaczęłyśmy się stresować w momencie, w którym czekałyśmy na górze nad piwnicą i po dziesięciu minutach wybiegły dwie młodsze dziewczyny krzycząc. Minęły nas, nawet na nas nie spojrzały, tylko wybiegły, jakby chciały się jak najszybciej wydostać z tego miejsca. Poczekałyśmy jeszcze chwilę i po około dziesięciu minutach wybiegli dwaj chłopacy. Minęli nas z histerycznym śmiechem wołając, żebyśmy tam nie wchodziły. Wybiegli, nie oglądając się więcej.

Wieczór Panieński

Pora na nas. Wchodzimy, już przekonane, że chcemy wyjść. Pani pobiera od nas opłatę i tłumaczy zasady. Naszym zadaniem jest przejść całą trasę.

Wieczór Panieński

  • Jeżeli utkwimy w jakimś pokoju, w którym są drzwi z kłódką, musimy znaleźć klucz ukryty w dekoracjach.
  • Nie wolno dotykać manekinów i aktorów.
  • Aktorzy mogą dotykać nas.
  • Gdy nie ma kłódki, trzeba iść po trasie.
  • Nie wolno świecić własnymi telefonami – dostaniemy jedną latareczkę, ale od razu Pani ostrzega nas, że wystarczy ona tylko do tego, żeby z bliskiej odległości oświecić sobie dziurkę od klucza.
  • Zabawę przerywa hasło STOP – na to hasło Pani wejdzie i wyciągnie osobę, która nie dała rady, a reszta może kontynuować zabawę, jeżeli nie zostanie tam sama jedna osoboa.

Przygotowując się na akcję Katarzyna powtarza wesoło: „Pamiętajcie, to jest gra psychologiczna, gra psychologiczna”. Cała pewność prysła, tak samo jak postanowienie, że mamy się trzymać za ręce i iść naprzód. Ja mam w głowie swój plan – biec lub szybko przemieszczać się do przodu, jeżeli nie będzie zagadek w pokoju, bo im dłużej będzie się tkwiło w jednym, tym ciężej będzie iść dalej.

Wieczór Panieński

Wskakujemy do środka raźnym krokiem. Pusty pokój. Wchodzimy na środek i nagle: STOIMY. Dalej prowadzi korytarz, ale w przejściu stoi wózek dla niepełnosprawnych, a na nim siedzi spora postać  z głową skłonioną w dół – bez ruchu. Zatrzymałyśmy się na miejscu i co snęłyśmy jak na rozkaz, na raz trzy wielkie kroki w tył – po czym przylgnęłyśmy do ściany. Nie spodziewałyśmy się, że tak szybko się zacznie. Przez chwilę tkwimy w miejscu ,nie spuszczając wzroku z wózka. Słyszymy jak Diana głęboko oddycha. Podchodzę pomału do postaci chcąc oświecić jej twarz (zupełnie zapominając o zakazie świecenia aktorom po oczach i przypadkiem dotykam twarzy. Palec jakoś delikatnie mi się zapada, jakby w gumowej masce. „To manekin.” – rzucam uspokajająco do dziewczyn i odchodzę od postaci. Twarz ma bardzo ciemną i nierówną – jakby poparzoną. Odchodzę do niego i zauważamy, że w przeciwległej ścianie są drzwi. Diana zaczyna już mamrotać sama do siebie. Starając się nie patrzeć w jego stronę, wypiera fakt, że będziemy musiały przedostać się jakoś koło manekina – potem przyznałam nam się, że tak gorączkowo poszukiwała klucza, bo była przekonana, że tam jest co najwyżej jakaś wnęka, ale z całą pewnością nie korytarz. Obmacałam dokładnie drzwi i nie znalazłam kłódki, ale pod wpływem Diany ciągłego, słabego pokrzykiwania: „klucz, klucz, musimy szukać klucza”.

Każda stoi w swoim kwadracie, lekko obracając się na boki i machając rękoma przy wiszących wszędzie łańcuchach. Każda przy tylnej ścianie, ja na środku – przekonana, że przede mną siedzi kukła. W końcu po kilku sekundach przypominam sobie, że nie znalazłam kłódki. „Musi być! Musi być!”, „klucz, klucz, klucz”, „szukajcie klucza”. Sprawdzam dokładnie drzwi i pociągam mocno kilka razy – „Tu kłódki nie ma.”- powtarzam stanowczo, tędy nie przejdziemy.

Diany nikt nie zauważył, gdy tkwiła pod drzwiami którymi weszłyśmy – zajmowała zresztą cały jeden maleńki kwadrat przez cały czas i ani nie podnosiła wzroku, ani się nie poruszała. Uwagę na nią zwróciła Kasia. Tak byśmy w ogóle nie zauważyły, że Diana mamrocze do siebie niczym mantrę : „Ja chyba nie dam rady, chyba nie dam rady. Klucz, klucz, musimy znaleźć klucz. Wiecie chyba nie dam rady.”. Mruczała tak cicho, że było to właściwie tylko bezgłośne poruszanie ustami. Jak sama przyznała, nie byłaby w stanie krzyknąć STOP. Natomiast mi starczyło tylko jedno spojrzenie na jej białą jak ściana, przy której stała twarz, żeby wiedzieć, że Dianka nie da rady się ruszyć. Gdyby coś się stało najpewniej by zemdlała, albo skuliła się w rogu płacząc.

Patrzę na nią chwilę, po czym przekrzykuję ogłuszającą muzykę – STOOOOP!!! Daleko na szczęście nie musi nas szukać, jesteśmy w tym pokoju, w którym nas zostawiła. Kasia wychodzi za Dianą, my tkwimy w pokoju. Pani mówi, że możemy wrócić. Wracamy. Ja i Nusia. Kasia to wbiega to wybiega. Cholera wie, czy wyszła z Dianką, czy została. Przychodzi mi przez głowę, że gdybyśmy wzięły Dianę i po prostu poniosły ją między sobą i tak nie dałaby rady zatrzymać gry, ale nie chciałam, żeby dostała zawału.

Wróciłyśmy i ja niewiele myśląc po prostu podeszłam do wózka. Myślę, że zrobiłam to, bo stanie w tym pokoju wraz z manekinem zdawało się być nie do wytrzymania. Niewiele oglądając się na dziewczyny złapałam uchwyt wózka i po prostu pociągnęłam go do tyłu. Raz tylko spojrzałam na wózek, gdy przejeżdżał obok mnie i weszłam w mroczny korytarz. Dziewczyny nie ruszyły się spod ściany, toteż wózek pojechał prosto w nie. W tym czasie ja po prostu poszłam dalej. Odwróciłam się dopiero, gdy usłyszałam pisk Nusi. Wózek odjechał aż pod ścianę i się zatrzymał. Manekin cały czas miał głowę w dole. W momencie, gdy wózek stanął, okazało się…., że to jednak aktor. Zaczął się krztusić, warczeć, charczeć i okręcać się wokół własnej osi. Nusia pobiegła za mną. Wbiegamy do kolejnego pustego pokoju. W jednym z rogów jasna, ale matowa zasłonka (jak prysznicowa). Zlew na jednej ścian i długi mroczny korytarz, w którym z pewnością były co najmniej jedne drzwi. Przebiegając przez wcześniejszy krótki korytarzyk, przesuwałam ręką po wszystkich ścianach i czarnych zasłonach, których miałyśmy nie dotykać i nie zaglądać, żeby „nie zepsuć sobie zabawy”.

Nogi trzęsły mi się jak sam skurwy***. Musiałam się czegoś chwycić, żeby nie oszaleć. Zupełnie bez sensu wcisnęłam ręce do zlewu i zaczęłam klepać zlew. Pooddychałam chwilę i zaczęłam się rozglądać. Pusty pokój jak poprzedni. Zasłona, zerkam za nią, ale nie mogę się zmusić, żeby ją odsunąć. Podejrzewam jednak, że była to zmyłka, bo gdy podeszłam zasłona się nie ruszyła, a schowana za nią osoba musiałaby się przesunąć szybko, żeby uciec przed moimi oczami. Odwracam się jednak tyłem i ruszamy w stronę korytarza. Zanim podejdę rozlega się niesamowity huk, jakby ktoś dwoma pięściami nawalał w drzwi. Odskakujemy i zaczynamy biegać. Kasia w poprzednim pokoju, zamiast iść na za nami chwyciła aktora za obandażowane palce  i zaczęła go ciągnąć za sobą, mimo że ten zatrzymał się już i znowu opuścił głowę. Biegała w tą i z powrotem. Nie byłam pewna, czy jest za nami.

Przy korytarzu stoi to śmiejąc się, to wrzeszcząc Nusia. Pokrzykuje: „idziemy dalej, idziemy dalej”, oczywiście nie idąc, tylko czekając aż wejdę w korytarz pierwsza. Macha rękami, zachęca. Kasia dalej biega i nie jestem pewna, czy jest tu jeszcze, czy wyszła z Dianą. W końcu ulegam strachowi – wołam stop. Przychodzi po nas Pani. Wychodzimy. Nie dałyśmy rady. Wyszłyśmy po niecałych dwóch minutach – Diana po trzydziestu sekundach. Wychodząc z ulgą, ale też zawiedzone swoją postawą oczekujemy jakiegoś żarciku, śmiechu Pani. Nic takiego nie następuje. Wręcz wygląda to tak, jakby nie była zaskoczona. Informuje nas o czasie, który tam spędziłyśmy. Zdaje się, że nie jesteśmy pierwszymi dziewczynami, które wycofują się na starcie.

Oddychać

Wychodząc, jesteśmy dalej w takim szoku, że nawet nie patrzymy gdzie idziemy. Nawet o tym nie rozmawiamy. Przechodzimy, aż pod moją szkołę muzyczną, gdy wreszcie rzucam propozycję, żebyśmy usiadły na ławeczce na fajkę.

To były najbardziej podniecające dwie minuty. Zastanawiamy się co mogło być dalej, jakie role mieli aktorzy, czy improwizowali, czy robili coś, żeby ruszyć akcję, jeżeli goście nie mają odwagi ruszyć wózka.

Idziemy do pijalni Wedla, gdzie jest taki tłok, że kelnerka nie dociera do nas przez długi, długi czas. Dużo klientów jest zirytowanych opóźnieniami. Kelnerka nie umie też liczyć i niesie rachunek dłużej niż dwadzieścia minut.

W końcu ruszamy na domek.

Impreza na domku

Rodzina Nusi ma działkę ze stawkiem, domkiem i drzewkami, i altanką, więc ciśniemy na ognisko. Mamy kilka piwek i cytrynóweczkę, i tyle jedzenia, ile zmieści się w aucie. Przygotowujemy nadziewane pieczarkami i cebulką pomidorki, oraz ziemniaczki. Będzie pychotka!

Rozpalamy ognisko, jeszcze radośnie opowiadając zaproszonym na wieczór dziewczynom o tym co działo się w escape roomie. Diana otrzymuje prezenty. Ode mnie dzwoneczek na masaż z czeską instrukcją. Od dziewczyn majtki na dwie okazje „NO SEX TODAY”, no i odwrotnie.  Nusia ukazuje nam cudowny patent na grilla na ognisku, wymyślony z części 

Wieczór Panieński

Blana przygotowuje z pomocą Michała (narzeczonego Diany) quiz. Diana dowiaduje się, że gdyby była owocem to kebabem, przy czym jest przekonana, że byłaby także ewentualnie udkiem kurczaka. Koniec końców nie odpowiada na 9 pytań prawidłowo i pije 9 shotów. W końcu zaczynamy drinkować. Śpiewamy przy akompaniamencie gitary – tj. drzemy japy na całe województwo.

Ciąg dalszy imprezy

Na kaca musimy zjeść potężne śniadanie. Zaczynamy też oczyszczanie działki i ogólne pakowanko i sprzątanko. Jedziemy zgarnąć Adasia (synka Diany i Michała) i psa, żeby ruszyć do chłopaków. Chłopcy śpiewają i gadają,  i piją, i zdaje się, że należy ruszyć z jakimś obiadem. Są pod domkiem, więc po prostu siadamy, słuchamy muzyki, wcinamy i gadamy – głównie dalej opowiadamy o tym, co robiłyśmy na panieńskim.

Wieczór Panieński

Wieczór Panieński

Na noc wracamy do domu naszej mamy. A dzisiaj rano kosmetyczka i studiowanie listów. Przed piętnastą ruszam na pazurki i hennę. Dawno nie byłam u kosmetyczki – mam nadzieję, że się mnie nie przestraszy… Dziś też dostałam odszkodowanie. Pora iść do banku, porozmawiać o funduszach inwestycyjnych.

Wieczór Panieński

Wieczór Panieński


Galeria zdjęć


Komentarze (0 komentarzy)


Chcesz mieć swojego własnego Erasmusowego bloga?

Jeżeli mieszkasz za granicą, jesteś zagorzałym podróżnikiem lub chcesz podzielić się informacjami o swoim mieście, stwórz własnego bloga i podziel się swoimi przygodami!


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Proszę chwilę poczekać

Biegnij chomiku! Biegnij!