Advertise here

Faro moje miasto

Opublikowane przez Weronika Kutarba — 8 miesięcy temu

Blog: Faro moje miasto
Oznaczenia: Erasmusowy blog Faro, Faro, Portugalia

Pierwsze dni

Pierwsze dni nie należały do najłatwiejszych. Choć teraz wspominam je z sentymentem czułam się wtedy bardzo zagubiona. Przeszłam chyba dziesiątki kilometrów poszukując informacji o wolnych mieszkaniach. Nikt z pytanych mieszkańców nie miał nic do wynajęcia, pomimo chęci wszyscy rozkładali ręce. faro-miasto-a30689e8238eb12f422ca71bf18a

Podczas tych wędrówek przez miasto optymizmu dodawało słońce, które choć był luty świeciło bardzo mocno. Po tygodniu poszukiwań - pytania mieszkańców Faro, dzwonieniu na wszystkie możliwe numery telefonów z internetu i słupów ogłoszeniowych poprosiłam właściciela hotelu o przedłużenie pobytu. Odpowiedział z uśmiechem, że nie ma już wolnych pokoi, a mieszkanie do wynajęcia ma on sam, ale ostatnio zapomniał mi o tym powiedzieć. Tak poznałam charakter Portugalczyków - ludzi z ogromnym sercem i bezstresowym podejściem do życia :)faro-miasto-16ae405ac87a89ae0c60ca648987

Pociągi, ocean i laguna

Zamieszkałam z Mateuszem w apartamencie Nuno - typowego Portugalczyka, wiecznie zabieganego i niedostępnego męża Polki. Jego całkowitą uwagę pochłaniała żona z odległej Polski i urodzona podczas sztormów córeczka, odbieranie czynszu czy drobne naprawy w naszym mieszkaniu były więc sprawami z góry przegranymi. Razem z nami zamieszkał nasz nowy erasmusowy przyjaciel- Martin z Norwegii. Spędziliśmy razem niezliczone ilości godzin grzejąc się w słońcu na naszym tarasie. Zastawiony wielkimi donicami z kaktusami wychodził na stację kolejową w Faro i lagunę. Czasami według przyjazdów pociągów określaliśmy, która jest godzina! Do dziś słyszę w głowie komunikat z głośników o każdej porze dnia i nocy: senhores passageiros...

faro-miasto-8135727d5f58ed2ede07b2c3b059

Plaża w Faro znajduje się za laguną (zdjęcie laguny powyżej! ). Żeby do niej dotrzeć trzeba się nieźle natrudzić, ale niewątpliwie warto. Każdy przecież może wybrać z kilku opcji transportu! Jeśli więc:  

  1. Posiadasz łódź to sprawa jest bardzo łatwa! Wystarczy wypłynąć nią z mariny w centrum Faro i przepłynąć lagunę aż do ujścia rzeki, gdzie znajduje się plaża. (10 minut)
  2. Posiadasz rower to możesz udać się na wspaniałą wycieczkę w kierunku plaży mijając lotnisko i rezerwat Ria Formosa, w którym można zobaczyć flamingi! (60 minut)
  3. Posiadasz cierpliwość... to wsiadasz do autobusu nr 16, który kursuje o różnych, znanych tylko kierowcom godzinach. Ale prosto na plażę! ( czas w zależności od szczęścia)

Ocean jest przepiękny. Majestatyczny, niezmienny od wieków, czasem budzący grozę. W lutym był bardzo spokojny. Słońce odbijało się w błękitnej wodzie, na brzegu leżały muszle wielkości dłoni. Nigdy nie widziałam takich pięknych okazów! Pierwszego dnia nad oceanem biegałam jak szalona po plaży z myślą, że chyba jestem w raju. 

faro-miasto-d15108b36b5e7231b6a01e786a98

Ocean jest nieprzewidywalny. Spokojny ocean wraz z nadejściem marca zmienił całkowicie swe oblicze. Na początku rozpoczęły się ulewy. Każdego dnia myśleliśmy, że to już koniec, ale deszcz padał nieprzerwanie, przez trzy tygodnie. Wraz z deszczem rozszalał się sztorm. Fale zalewały całą plażę, wielkie i zmieszane z piaskiem niszczyły wszystko. Chcąc zobaczyć sztorm pojechaliśmy autobusem na plażę. Wysiedliśmy tylko my, odprowadzeni zdziwionym wzrokiem kierowcy. Wiatr był tak mocny, że trzymałam się z całych sił barierek mostu nad laguną, żeby do niej nie wpaść! Fale oceanu przelewały się przez murek mający oddzielać plażę od drogi z domkami, nic nie było widać przez uderzający w twarz piasek.

Ocean bywa groźny. I to jest w nim najbardziej pociągające. Cóż, wielkie żywioły zawsze fascynowały człowieka. Zamieć piaskowa była tak wielka, że schowaliśmy się za budynkiem, żeby przeczekać czas do przyjazdu kolejnego autobusu. Pomyślałam wtedy, że jestem naprawdę mała. Po przejściu na plażę nie mogłabym się zmierzyć z kilkumetrowym żywiołem fal.

Sztormy i deszcze ustały po trzech tygodniach. Trzech tygodniach podczas których mieliśmy stale wilgotne ubrania ( w Portugalii raczej nie montuje się w mieszkaniach kaloryferów), prawie nie wychodziliśmy na zewnątrz( części zajęć nie było, wizyty na budowie zostały wstrzymane, bo nikt nie pracował). Pierwsze gorące dni bez deszczu pojawiły się na Wielkanoc. Potem znów padało, a potem nareszcie przyszło lato. 

Pytałam się profesorów z naszego uniwersytetu, czy taka pogoda jest normalna. Odpowiedzieli, że ostatni taki sztorm był trzydzieści lat temu. Zniszczenia były ogromne. Część plaży całkowicie zniknęła, fale usypały na niej górki i dolinki. Część domków przy plaży została zniszczona, niektóre w bardziej dzikich miejscach zniknęły. 

faro-miasto-4722460d82e8571a9d9e9147d905

Portugalskie smaki

Wszystkie zakupy robiliśmy w pobliskim Pingo Doce, w którym większość produktów pochodziła z Portugalii. Jest to mój absolutny numer jeden - ze względu na owoce i kilkanaście rodzajów ryb wyłożonych na lodzie.

Ryby.  Portugalia słynie z ryb i wszelkich owoców morza. Zaprzyjaźniona Ana poleciła mi czerwoną rybę z wielkim okiem i ich ulubioną robalo. Nie zdecydowałam się nigdy na kupno ich specjału - ryby o tak dużej paszczy, że zmieściła by się w niej moja głowa. Była tak straszna i tak duża, że bałabym się jej dotknąć :) Wszystkim gościom przyjeżdżającym z Polski serwowaliśmy krewetki. Świeże, ogniście pomarańczowe były obłędnie dobre. 

Słodycze. Portugalczycy uwielbiają wszystko co słodkie. Próbowałam mnóstwa ciast i ciasteczek - słodkie z jabłkami, czarne "górki" oblane czekoladą, maślane zawijaski... ale nic nie może wygrać z pastell de nuta! Chrupiące ciastka z budyniem (creme leite), na wierzchu z zapieczonym cukrem. Można je dostać wszędzie - w piekarni, Pingo Doce... Najpyszniejsze jadłam na ciepło w piekarni Montenegro w Faro i oczywiście w Belem w Lizbonie, skąd te ciastka pochodzą. Chociaż te z Montenegro miały największy urok :)

Creme leite. Mieszkańcy Portugalii mówią, że creme leite był przed creme brulee, nie mówiąc o tym, że ich receptura jest oczywiście lepsza. Oryginalny krem robi się z żółtek i mleka ( leite) z zapiekaną cukrową skorupką. Jednak dla mniej uzdolnionych kulinarnie Pingo ma creme leite w torebce, który przygotowuje się jak polski budyń. Pyszności...

Pomarańcze

Portugalia stanowczo może być nazwana krajem pomarańczy! Podróżując przez Algarve- region, w którym znajduje się Faro- mija się ich naprawdę wielkie uprawy. Mieszanka ciemnej zieleni z ostrym kolorem pomarańczowym robi wspaniałe wrażenie. Podczas jazdy pociągiem z Faro do Lagos można spokojnie podziwiać szalone barwy słońca i owoców. 

Portugalskie pomarańcze są nieco mniejsze niż te, które znajdujemy w sklepach. Jednak ich smak jest niemałym zaskoczeniem. Są bardzo soczyste i słodkie. Podczas pobytu na Erasmusie jadłam pomarańcze na śniadanie, obiad i kolację. Moje ulubione, które pachną i smakują jak lato to pomarańcze z Silves. Można je znaleźć na przydrożnych straganach, sprzedawane przez rolników czasem nawet za 20 centów za kilogram. Podczas deszczów były nie lada pocieszeniem :)

faro-miasto-a452ab474bd8eaa6a6179da91d24

Universidade do Algarve

Niejeden polski uniwersytet, a już w szczególności Politechnika Krakowska powinien zainspirować się innym systemami szkolnictwa wyższego :) Jeżeli myślisz, że uczelnia, która bardzo dużo uczy, bardzo dużo wymaga, a równocześnie należy do twoich ulubionych miejsc nie istnieje - wybierz się do Faro! Uniwersytet w Algarve posiada kilkanaście wydziałów - od pedagogicznego poprzez medyczny i inżynierii lądowej. Z pozoru ciche kampusy otoczone kwiatami i palmami mieszczą w sobie tysiące studentów.

Faro moje miasto

Na moim wydziale inżynierii lądowej urzekło mnie bardzo rozsądne i pełne spokoju podejście do studiowania. Każdy z przedmiotów podzielony jest na kilka modułów. Miałam więc wykłady, na których tłumaczono teorię. Projekt, na którym uczono jak teorię wykorzystać. I najlepsze- tutorial. Czas, w którym każdy robił swój projekt, a profesorowie przechadzali się po klasie pytając każdego, czy nie potrzebuje pomocy. Na Uniwersytecie w Algarve nikt nie rzuca tematów projektów studentom i nie wychodzi. Tam na wszystko jest czas-czas dla studenta na wykonanie swojego zadania i czas dla nauczyciela, który pokazuje, jak sobie z projektem poradzić. Ktoś kto pomyśli, że takie wsparcie może doprowadzić do lenistwa studenta odnosi mylne wrażenie. Wszystko to, czego profesorowie uczą podczas tutorialu zostaje sprawdzone podczas wycieczek na plac budowy i obowiązkowych praktyk. Doskonale pamiętam treść wszystkich zajęć... bo wszystko to oglądałam w praktyce wspinając się za opiekunem praktyk po rusztowaniach :)

Uniwersytet nie jest jednak tylko miejscem nauki. Dwa razy w miesiącu kampus zmienia się w wielką dyskotekę. Tłumy studentów tańczą wśród budynków wydziałów do białego rana!

I kto nie pokochałby uczelni, na której po południu pisze się egzamin, a w nocy tańczy do upadłego?

Ludzie

Ludzie mieszkający w Algarve to wyjątkowi Portugalczycy. Są bardzo otwarci i chętni do pomocy. Niejednokrotnie ktoś, kto nie umiał mówić po angielsku po prostu odprowadzał nas w poszukiwane miejsce lub rysował śmieszne mapki. Pewna staruszka widząc mnie kolejny raz wpatrującą się w straszący gmach opuszczonej fabryki z tysiącem graffiti użyła jednego słowa: Farinha! (mąka). I już wiedziałam, co kiedyś mieściło się w silosach rodem z horroru.

Faro moje miasto

Pomimo otwartości i bycia lekkoduchami mieszkańcy Algarve są bardzo konserwatywni. Większość z nich jest katolikami i każdej niedzieli spotykają się w kościele. Panuje w nim swobodna atmosfera, wszyscy głośno rozmawiają, śmieją się, śpiewają. Po mszy spotykają się w bardzo wąskich gronach przyjaciół. Zaprzyjaźniona profesor powiedziała, że Algarvarczycy choć bardzo gościnni bardzo długo przyzwyczajają się do obcych w swoim gronie.

Prawie każdego dnia kupowałam słodycze w piekarni naprzeciwko mieszkania, robiłam zakupy w Pingo i Ana z działu ryb przekonywała mnie do "wielkiej i strasznej ryby". Prawie każdego dnia ktoś proponował mi pomoc, gdy nie rozumiałam portugalskich napisów. Pokochałam Portugalię i ludzi - otwartych, bezpośrednich i stale szczęśliwych. 

Czasem wracam

Wracam myślami do Faro, kiedy myślę o przyjaciołach, których tam poznałam. Ludzi z różnych krajów, którzy na kilka miesięcy ( a może nie tylko? ) byli dla siebie czymś w rodzaju rodziny.

Wracam do Faro, gdy mi smutno. Przecież prawdziwy Portugalczyk śmieje się do słońca, a smuci, gdy pada deszcz słuchając smętnych dźwięków fado...

Gdzieś tam daleko jest małe miasteczko Faro. Woda w lagunie przypływa i odpływa, ocean jest lodowaty, z kawiarni pachnie mocną kawą. W nocy powstają coraz to nowe graffiti na opuszczonej fabryce, studenci siedzą przy marinie, pomimo nocy jest głośno. Dzwonią butelki wino verde, wjeżdża ostatni pociąg z Lagos.

A ja piszę i się śmieję, bo to wcale nie tak daleko. 

faro-miasto-dc8472c848516bf0d76f23c512a1


Galeria zdjęć


Komentarze (1 komentarzy)

  • Gosia Kutarba 8 miesięcy temu

    Pięknie napisane :) Aż sama zaczęłam się zastanawiać nad wyjazdem do Faro ;)

Chcesz mieć swojego własnego Erasmusowego bloga?

Jeżeli mieszkasz za granicą, jesteś zagorzałym podróżnikiem lub chcesz podzielić się informacjami o swoim mieście, stwórz własnego bloga i podziel się swoimi przygodami!


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Proszę chwilę poczekać

Biegnij chomiku! Biegnij!