Advertise here

Jak bawią się wieśniaki, czyli o słowiańskim zwyczaju.

Opublikowane przez Ola Noga — 3 lat temu

Blog: 46 państw Europy przed 30-stką.
Oznaczenia: Erasmusowe aktualności

Podziękowania na wstępie? 

Przez parę ostatnich dni zastanawiałam się na nową notką. Pojechałam w kilka miejsc, zebrałam trochę materiałów, przy okazji poimprezowałam. Dziś wróciłam do domu i nagle zmieniłam plany. Miałam pisać o czymś inny, ale korzystając z okazji, jaka nastała, napiszę wam trochę o wieśniackim zwyczaju. Ile można czytać o tym miastach, co?

Ale jeszcze chwilkę, jeszcze momencik. Na tym prawie samym początku, chcę wam podziękować. Za piętnaści dni kończy się konkurs, najprawdopodobniej zakończę prowadzenie tego bloga. Bardzo możliwe, że dalej będę pisać, ale już na innej witrynie, o innych sprawach, w innym stylu. Słuchajcie, jestem wdzięczna, że tutaj wchodzicie, nabijacie mi punkty i chcecie czytać te nieopracowane, nieprzemyślane notki. Mam nadzieję, że równie chętnie będziecie zaglądać na moje nowego blog. Co prawda, nie będzie już o wiochach, podróżach (nie tak dużo) i życiu na Erasmusie, ale jestem pewna, że dzięki temu będzie ciekawiej. Wiem, że blog ma już stałych czytelników. Liczba oscyluje około osiemdziesięciu. Dwie notki przekroczyły próg trzystu odwiedzin w jeden dzień. Nie wiem, ile osób konkretnie czyta, a ile ogląda, ale cieszy mnie, każde wasze kliknięcie. W te kilka miesięcy dałam wam kawałek siebie, tysiące uderzeń w klawiaturę, godziny przed monitorem i moje przemyślenia, myśli. Niektórzy zmienili do mnie stosunek na lepsze, czy na gorsze. Nie mogli, nie mogą się zgodzić z moim myśleniem lub akceptują i popierają pojedyncze sądy. I do czego ja dążę? Tak, dziękuję wam, ale nie o tylko to mi chodzi. Posłuchajcie, nie, raczej przeczytajcie. Czasami jeden głupi blog może naprawdę sporo w was lub waszym życiu zmienić. I może brzmi to tandetnie, zbyt poważnie… Może.

Dożynki – skąd to się wzięło?

Zygmunt Gloger w swoich publikacjach dokładnie omawia całą historię dożynek. Ja nie chcę was jednak aż tak bardzo zanudzać i napiszę tylko, że szkieletu naszej polskiej tradycji (i nie tylko, bo w Niemczech, czy innych krajach obchodzi się bardzo podobne „święto”) możemy szukać już w prehistorii, w zwyczajach pogańskich. Zrobię taki mały, szybki przeskok i opowiem o szesnastym wieku, kiedy to zaczęto uroczyście obchodzić dożynki. Jednak najpierw, coś o nazwie, bo o tym jeszcze krócej, niż o pogańskich początkach.

W zależności od regionu kraju zmienia się nazwa święta, niekiedy zamiast dożynki usłyszycie:  obżynki, wyżynki, wieniec, wieńczyny itd. U nas, na Pomorzu, a dokładniej na Żuławach Wiślanych mówi się dożynki, i tego będę się trzymać.

Wszyscy wiemy, że my, Polacy, to naród imprezowiczów, pijaczków. Nawet ten, kto na historii, czy polskim w szkole nie uważał, słyszał coś o Panu Tadeuszu. A jak już słyszał, to wie, że Adam Mickiewicz pięknie przedstawił zwyczaje polskiej szlachty, ich konkretne zachowania. A co to ma do dożynek? Historycy mówią, że w wieku szesnastym kochani posiadacze dworów ziemskich w zamian za wspaniałą pracy swoich poddanych stworzyli im dożynki. Wiecie, robili uczty grubo zakrapiane alkoholem na cześć tych brudasów z pól. Trochę czytam na tej swojej nudnej filologii i powiem wam, że rzadko spotykam się z obrazem tak dobrych bogaczy w czasoprzestrzeni wieku szesnastego (i późniejszej też). Służba była traktowana częściej gorzej od zwierząt, więc jak teraz mam wierzyć w to, że posiadacze grubego hajsu w tamtych czasach tak bardzo chcieli się odwdzięczyć biedakom za ich trud, że im święto wymyślili? Nie wierzę w to, oni dożynki dla siebie stworzyli. Chcieli kilka dni więcej, niż wcześniej chlać, a dobrą wymówką do tego była chęć podziękowania przygłupim wieśniakom. Dobraaaa, bo serio to weźmiecie. Żartuję, ufam historykom, przecież wtedy świat był jeszcze bardziej zabobonny, panowie mogli się bać, że jeśli nie dadzą, skorzystać swoim niewolnikom z choć odrobiny dobra (wódy), to matka ziemi ich ukarze nieurodzajem. I tadam, tak powstały dożynki.

Kiedy i gdzie obchodzimy święto wieśniactwa?

Dawniej dożynki odbywały się dwudziestego trzeciego września (równonoc jesienna), dziś termin nie jest konkretnie ustalony. Teraz zazwyczaj to święto przypada na jakąś niedzielę września po żniwach. Nie do końca rozumiem dlaczego. Normalni ludzie w poniedziałki chodzą do pracy i nie mogą się schlać, ani nawet posiedzieć dłużej ze znajomymi. Ej, przecież kiedyś na tym to świto polegało! Tak, wiem, najpierw szło się do kościoła, modliło i uśmiechało do księdza, ale już po tych wszystkich koniecznościach… przychodził czas na gruby melanż.

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

Co wieśniaki robią na tych dożynkach?

Teraz ktoś się może obrazić, bo ja tak brzydko o mieszkańcach wsi piszę. Ale halo, chwileczkę. Czy ja też nie wychowałam się na wsi? Wieśniaki, należę do was! Nie płaczcie w poduszkę, czy co gorzej, w rękaw! Dla mnie słowo „wieśniak” nie jest już nacechowane pejoratywnie (pisałam o ludziach ze wsi w jakiejś notce). Wiecie, że kiedyś słowo „kobieta” miało znaczenie negatywne? Zapewne nie wiecie. Jedna z teorii głosi, że wzięło się od kobyły, kobu (chlewu). No popatrzcie, za kilkanaście lat może większość ludzi będzie myśleć tak jak ja, a wy nie będziecie musieli się gniewać. Teraz jednak potrzebuję jakiegoś określenia, które by opisało stan niektórych umysłów i trendów na wsi, a nie brzmiało by „wieśniactwo”. Hymmm, może głupota, starowiejska prostota? Nie, tym razem nie będę nikogo obrażać i opiszę to w sposób dość neutralny (takie sobie zadanie dziś dałam, nauczyć się pisać bez tak ogromnej krytyki jak zawsze).

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

Muszę zaznaczyć, że wieśniaków dzielę na dwa rodzaje: typowe wieśniactwo i nietypowe. Boże, jak ciężko jest pisać w neutralny sposób… Tutaj, na wsi, gdzie mieszkają moi rodzice, mamy ludzi, którzy częściej niż raz na tydzień opuszczają swoje królestwo i stałe „elementy” krajobrazu gminy Lichnowy. Do pierwszych nic nie mam, a do drugich… też nie, bo dziś piszę bez pocisków i krytyki. Jakoś muszę wam przedstawić rzeczywistość, hym… No dobra, niech będzie tak: to, że teraz coś napiszę o jakichś ludziach, wcale nie oznacza, że to krytyka. Opisuję to, co widzę, nic więcej. Ale dobra, do rzeczy. Wieśniaki:

  • Wiją wieniec – niestety nigdy nie miałam sposobności pomóc w takich pracach i kompletnie nie wiem, kto się tym zajmuje, kiedy i gdzie. Dawniej święto zaczynało się właśnie tworzeniem wieńca. Podejrzewam, że dziś, przygotowywany jest on kilka dni wcześniej przez jakieś aktywne, wiejskie kobietki.

    Jak bawią się wieśniaki, czyli o słowiańskim zwyczaju.

  • Modlą się – zawsze przed imprezą dożynkową ludzie udają się do kościoła, gdzie dziękują za plony, proszę o urodzaj za rok i… i dalej to ja nie wiem, bo do kościoła nie chodzę. Pamiętajcie, że jesteśmy na wsi, tutaj więcej ludzi wierzy w boga (wiem, mała litera…), tutaj więcej ludzi musi iść się pokazać, bo tak wypada. Najczęściej to właśnie stałe „elementy” krajobrazu tak robią.
  • Chodzą, jeżdżą – głupie, bo przecież większość homo sapiens to robi, ale spokojnie, ja już tłumaczę, o co mi chodzi. Po pierwsze, na dożynki zjeżdżają się wszystkie pobliskie, mniejsze wioski, ale w sumie to nie o tym miałam pisać… Kiedyś tam, dawno, dawno temu wianki, które później wam pokażę, nosiły najlepsze żniwiarki (czasami pomagali panowie). Ich trasa rozciągała się od kościoła (pierwszy przystanek), poprzez dom gospodarza, a na samym końcu piękne Polki trafiały ze swym artefaktem do stodoły. Wieniec zostawał w niej do następnego roku, pulchniutkie kobiety oczywiście mogły wyjść i iść świętować. Do dzisiejszych czasów odnosi się to tak, że ludzie są leniwi i zamiast biegać przez pół wiochy z sianem na rękach, wrzucają wieńce na przyczepki i sobie jadą. Na mojej wsi przemarsz robią za to strażacy.

    Jak bawią się wieśniaki, czyli o słowiańskim zwyczaju.

  • Śpiewają, tańczą – tak teraz patrzę na tę pierwszą część notki i zauważam, że pominęłam jedną istotną kwestię, mianowicie, zapomniałam wam napisać, gdzie te dożynki się odbywają. We wsi Lichnowy ludzie gromadzą się na boisku, i z tego, co mi wiadomo, większość innych gmin też zawsze wybiera takie miejsca. Wiecie, to święto, to już nie to, co było kiedyś, a raczej taki wiejski festyn, potupajka. Zawsze są śpiewy i tańce. Wszystko rozpoczyna się jakoś około piętnastej. Na scenie śpiewają i tańczą dzieci (mniej lub bardziej utalentowane). Pod wieczór na maina wchodzi gwiazda wieczoru – zazwyczaj jakiś disco polowiec – a lekko już podpicie ludzie kołysają się w rytm najgorszej muzyki świata. Uwaga, kiedyś w na dożynkach grano coś więcej niż disco polo (np. coś takiego https://www.youtube.com/watch?v=hLkqVUlwT-Y), to były piękne czasy.

    Jak bawią się wieśniaki, czyli o słowiańskim zwyczaju.

  • Piją i jedzą – w Polsce nie ma świąt bez alkoholu, nie oszukujmy się. Bez jedzenia też nie, pisałam już, że jesteśmy pijakami i obżartuchami. Kilka lat temu, gdy jeszcze należałam do gimbazy, to na tych dożynkach główną atrakcją był dla mnie alkohol. Teraz, skupiam się raczej na jedzeniu i niestety, przykro mi się robi. Spóźniłam się, czasy zastawionych stołów, przepełnionych szybkim żarciem barów się skończyły. Dziś poszłam na ten „dożyłki” i chciałam się najeść. Na cały ten festynek znalazłam tylko trzy namioty z żarciem. W jednym sprzedawali swojskie pierogi (mniam! Kolejka było długa), w drugim ciasto, a w trzecim śmierdzące burgery (na to się właśnie skusiłam). Nie wiem, dlaczego na dożynkach nie ma już takiego przepychu „jedzeniowego” jak kiedyś. Tęsknię za pysznym, swojskim chlebkiem…

    jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

Czy dożynki to wieśniactwo, czy nie?

Nie. Pierwszy raz mogę wam od razu odpowiedzieć. Faktycznie, ludzie słuchają tragicznej muzyki, niektórzy się upijają, jedzą niezdrowe jedzenie i tańczą pod gołym niebem, faktycznie. Ale taki festyn to wspaniała opcja dla małżeństw z dziećmi. Sama dziś wybrałam się popatrzeć na te wszystkie „atrakcje” z dwójką szkrabów. Dzieciaki oszalały. Zjeżdżalnie, malowanie twarzy, występny małych czirliderek, balony i chodzące maskotki, to ogromna frajda dla maluchów. Rodzice nie muszą jechać do miasta, żeby zapewnić swoim bachorom coś innego, niż zazwyczaj robią. Nasze szkraby zachwyciły się najbardziej ogromnymi bańkami mydlanymi, chodzącym Kubusiem Puchatkiem i balonami z helem. I naprawdę, nawet te dziewczyny z gimbazy, ze zbyt grubą warstwą pudru na twarzy i różową spódniczką nie zmuszą mnie do nazwania dożynek wieśniactwem prawdziwym, nie!

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

Dożynki jeszcze cię zaskoczą!

Dobra, odkąd nie noszę butów na koturnach, zbyt różowej szminki i różowych pasemek we włosach, to dożynki nie należą do tych atrakcji, które coś dla mnie znaczą, ale od dziś zacznę je traktować na równi z wystawami w muzeach sztuki. Czemu? Słuchajcie, od dawna chciałam spróbować gadania po wciągnięciu helu do płuc. Moje marzenie, nie, przepraszam, mój cel się ziścił (a raczej go wykonałam). Mam dwadzieścia dwa lata, ale nigdy w życiu nie widziałam miejsca, gdzie sprzedają hel, serio. Dziś sobie szłam i moja uwagę przykuł napis „hel do gadania pięć złotych”. Podeszłam i zapłaciła, a z listy celów/pragnień/marzeń mogę wykreślić ten drobiazg. Jak wrażenia? Mega, chciałabym mieć taki głos na co dzień.

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

Wspomniałam coś o muzeach wyżej, nie przypadkowo, spójrzcie na zdjęcie:

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

I to jest właśnie największe zaskoczenie tych dożynek. Nie jakiś pijaczek leżących pod płotem bez koszulki, nie jakieś pijane nastolatki wywracające się o własne nogi, ale przyczepa kempingowa przerobiona na muzeum wsi Lisewo Malborskie. Nie wiem, kto wpadł na tak genialny pomysł, ale z chęcią poznałabym tę osobę. Niestety, nie udało mi się wejść do środka, bo chodziłam z bachorkami, ale sam już pomysł ozdobienia i postawienia czegoś takiego przy namiotach z tandetnymi, chińskimi zabawkami zrobił na mnie wrażenie. Widzicie? Dożynki to nie tylko wieśniactwo, disco polo i alkohol. To także pokazy kreatywności.

Co to za „rzeźba”?

Kilka dni temu była u mnie przyjaciółka, która interesują się sztuką. W końcu udało nam się trafić razem do mnie na wieść. Wyszłyśmy się przejść, a może i na kogoś czekałyśmy. Zobaczcie na zdjęcie, co podjarało Monikę:

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

Śmieję się, bo te „dzieła” wzbudzają chyba we wszystkich moich znajomych uśmiech na twarzy. Genialne są te „rzeźby” wiejskich artystów, popatrzcie na kurczaki i świnkę:

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

jak-bawia-sie-wiesniaki-slowianskim-zwyc

Mina dziecka ze zdjęcia może nie świadczy jakoś bardzo o wspaniałej zabawie młodszego pokolenia, ale uwaga, to moja siostrzenica. Podejrzewam, że ona będzie jeszcze większym krytykiem wszystkiego niż ja. Wybaczcie jej dłubanie w nosie i pochmurny wyraz twarzy, to wspaniałe dziecko… jak śpi.

Na dziś tyle. Następna notka powiązana będzie dość mocno z moim stylem życia, z tym, co uwielbiam robić. 


Galeria zdjęć


Komentarze (0 komentarzy)


Chcesz mieć swojego własnego Erasmusowego bloga?

Jeżeli mieszkasz za granicą, jesteś zagorzałym podróżnikiem lub chcesz podzielić się informacjami o swoim mieście, stwórz własnego bloga i podziel się swoimi przygodami!


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Proszę chwilę poczekać

Biegnij chomiku! Biegnij!